Kac nie dyskryminuje. W głębi (a może nawet nie tak głęboko) wszyscy wiemy, że obfite ilości alkoholu – zwykle w towarzystwie kilku słonych kanapek i niewiele więcej – sieją spustoszenie w naszych systemach. (Nawiasem mówiąc, jeśli pokój wiruje, gdy kładziesz się do łóżka, połóż jedną stopę na podłodze – to naprawdę działa.)

Sięgamy więc po coś, co złagodzi ból – może stos tłustych frytek. Niektórzy mogą zalecić trzy plasterki pizzy. Być może Alka-Seltzer i więcej frytek? Okazuje się, że kac „leczy” (i bądźmy szczerzy, nie ma prawdziwego lekarstwa poza czasem i nawodnieniem) oraz różni się w zależności od tego, gdzie mieszkasz.

Bez względu na to, czy kac był spowodowany winem, sake, wódką, czy też kilkoma kuflami piwa, chcieliśmy zobaczyć, na co czeka reszta świata następnego ranka.

Wszystkie te rzekome środki mają kilka wspólnych cech, w tym cukier, trochę soli, nawodnienie i ciepło. Żartowalibyśmy sobie z założenia, że wyleczą wszystkich, ale pomagają… przynajmniej trochę.

Leche de Tigre, Peru

Leche de tigre nie jest mlekiem tygrysim, jak sama nazwa wskazuje. Zamiast tego jest to kałuża soków pozostawionych na dnie miski ceviche. Brzmi dziwnie, ale zastanów się: połączenie limonki, wywaru rybnego, pikantnego chili i kolendry to naprawdę cudowny koktajl soli, elektrolitów, witamin i białka.

Wlej resztki do blendera, wymieszaj i wypij. Jeśli to pojęcie naprawdę Cię odpycha (nie powinno, ponoć smakuje świetnie), skorzystaj z ultra-nawilżającej wody kokosowej. Peruwiańczycy od dawna przysięgają, że ten lek pomoże podnieść zatopione duchy kaca i chociaż nie wyleczy on kaca całkowicie, pikantny, ostry bulion przywróci wiatr w żagle.

Haejangguk, Korea

„Haejangguk” to po koreańsku „zupa kaca”. Dosłownie. Ten ogólny termin obejmuje nieskończone warianty – tak jak we wszystkich kulturach, każda rodzina ma swój własny przepis – ale podstawa zupy jest dość uniwersalna.

Bogaty w minerały zapas kości wołowych, tona rozdrobnionej kapusty, papryczek chili i aromatów wplecionych we wszystko, co pozostanie z warzywami, które przewracają się w lodówce. Tradycyjnie kostki oxblood wzmacniają bulion dodatkowym białkiem i ponczem, aby złagodzić mdłości wynikające z nadmiaru alkoholu. Uważajcie: nie jest to danie, które można stworzyć w kilka minut. Myśl na przód, przechowuj kilka litrów bulionu w zamrażarce, a potem już z górki.

Umeboshi, Japonia

Umeboshi jest rodzajem japońskiej śliwki, która jest zbierana, gdy kwasy owocowe osiągają swój szczyt. Następnie owoce są peklowane solą, fermentowane i suszone na słońcu aż do krańcowej cierpkości – niektórzy przysięgają, że są cudownym lekarstwem na kaca.

Mówi się, że kwas w tych owocowych piklach w połączeniu z ich wysoką zawartością minerałów i zasadowością pomaga zmniejszyć nieuchronne uczucie dyskomfortu spowodowane zbytnim wchłanianiem. 

Pamiętaj, że każda rozsądna próba pokonania kaca zaczyna się poprzedniej nocy. Idź do łóżka, wypij szklankę wody i zjedz śliwkę. Żuj powoli i wypluj z buzi, zanim zapadniesz w ten sztuczny, głęboki sen, który może przywołać tylko alkoholowa nadpobudliwość.

Te cudowne kwaśne śliwki są pełne naturalnych elektrolitów, takich jak sód i potas, a soczystość sprawia, że chcesz pić jeszcze więcej wody co przecież pomaga najbardziej.

Bacon Sarnie, Wielka Brytania

Sarnie, dla tych, którzy nie wiedzą, Brytyjczyk nazywa tak kanapkę. A jeśli chodzi o Brytyjczyków, sarnie bekonowe są lekarstwem na głód, złamane serce, puste konto bankowe i, co najważniejsze, kaca. Nie mylą się. Tosty z dwóch kromek białego chleba, należy posmarować warstwą słodkiego keczupu, dodać kilka kropli sosu HP i chrupiącą kanapkę – nigdy nie przypaloną – zjada się przełożoną wysmażonym boczkiem. Chleb jest węglowodanowy, a bogaty w białko, ale wciąż tłusty bekon wydaje się, że pomaga podnieść nieuchronną mgłę mózgową kaca. Nawet najbardziej nieudolny kucharz domowy potrafi zrobić porządne sarnie. Przygotowanie zajmuje zaledwie kilka minut, a zapach skwierczącego bekonu wystarczy, aby przywrócić każdego do życia.

Banya, Rosja

Aby zwalczyć skutki zbyt dużej ilości wódki, Rosjanie przysiadają do bani. Uwieczniona przez Puszkina, który opisał to doświadczenie jako „drugą matkę Rosjanina”, jest to technicznie doświadczenie SPA (dlatego też znajduje się to na naszej stronie). I tak, niektóre z nich są relaksujące, pomimo włączenia lekkiego biczowania.

Praktyka sięga piątego wieku i koncentruje się wokół odrodzenia z czterema elementami ziemi, wiatru, ognia i powietrza.

Mianowicie zasiada się w drewnianej chacie rozgrzanej do absurdalnej temperatury. Kiedy nasza wytrzymałość sięga zenitu, następuje zanurzenie w łaźni lodowej, która naturalnie nas ochładza, przed ponownym powrotem do chaty. Najbardziej ekscytująca i redukująca kaca część tego doświadczenia polega na delikatnym biczowaniu się gałęziami brzozy, zwanymi venik.

To prawie jak szczotkowanie na sucho liśćmi i gałęziami – efekt energetyzowania jest taki sam. Wszystko kończy się strzałem kwasu chlebowego, napoju ze sfermentowanego chleba żytniego i owoców, który uspokaja żołądek.

Dla nas wszystkie metody wydają się przekonujące, ale głównie jedna – nie pić.